Moje troski PDF Drukuj Email
Wpisany przez Marcin Jóźwik , środa, 21 lipca 2010 20:26

...dopóki nie będziesz miał całkowitego przekonania, że Jezus troszczy się o Ciebie, nie zaangażujesz Go w swoją codzienność, nie zrzucisz swoich trosk i zmartwień na Niego. Zastanów się: Czy wezwałbyś w razie potrzeby na pomoc jakiegoś krewnego czy przyjaciela, gdybyś nie był przekonany, że ta osoba odpowie na twoje wezwanie? Jezus troszczy się o Ciebie! Gdy wzywasz Go, wiedz, że masz pełną Jego uwagę i masz wsparcie wszelkich niebiańskich zasobów...

Więcej…
 
Wierzę. Czy na pewno? PDF Drukuj Email
Wpisany przez Marcin Jóźwik , wtorek, 06 lipca 2010 15:41

Wiara. Czym jest? Wiele osób operuje tym słowem, całkiem błędnie rozumiejąc jego znaczenie. Wiele osób stara opierać się jedynie na widzialnych faktach, odrzucając to czego nie widzą, mimo, że jest tak blisko nich.Nas oczywiście ta przypadłość nie dotyczy... czy aby na pewno? Czy jestem człowiekiem wierzącym, czy może bardziej "wiedzącym"... Aby odpowiedzieć sobie na to pytanie przeczytaj historię pewnych braci - bliźniaków...

Więcej…
 
Znajomy a przyjaciel PDF Drukuj Email
Wpisany przez Marcin Jóźwik , poniedziałek, 28 czerwca 2010 11:49

Gdy zadzwoni któryś z moich znajomych, nie rzucę wszystkiego w co jestem obecnie zaangażowany aby się z nim spotkać. Jednak jeśli zrobi to mój przyjaciel, jemu jestem w stanie poświęcić swój nalepszy czas, swoje najlepsze środki i być na drugim końcu miasta jeszcze tego samego dnia.

Znajomości się zawiera, przyjaźnie nawiązuje. To długi proces polegający na zdobywaniu zaufania, pewności i wiary w drugą osobę. Ze znajomości korzystam, w przyjaźń inwestuję. Czyli nie tyle biorę, co daję. Sam jednak wiele otrzymuję w zamian.

Więcej…
 
Wielka rzecz PDF Drukuj Email
Wpisany przez Marcin Jóźwik , niedziela, 06 czerwca 2010 19:56

Pewnego dnia mężczyzna wraz ze swoimi synami jak co dzień wyszedł na pole pracować. Dzień był jak każdy inny, bezchmurne niebo, słońce mocno prażyło, było bardzo gorąco. Choć ziemia, którą uprawiali nie była zbyt przyjazna – w końcu była to pustynia  – była jedynym źródłem utrzymania całej rodziny. O inne zajęcie w tych stronach było ciężko. Najstarszy syn chwycił pług, dwaj młodsi pomagali mu z mułami. Praca, podobnie jak na sąsiednich polach,  trwała tu od świtu do zmierzchu. Wszyscy wkładali wiele wysiłku w to, aby zapewnić swoim najbliższym byt. Wszyscy doskonale się znali, wszyscy też wiedzieli jak ciężkie jest życie w tych okolicach.

Dzień na pozór nie różnił się od innych dni spędzonych w polu. Otoczony sąsiadami, w towarzystwie pracujących synów, zmęczony kilkugodzinną pracą mężczyzna – bohater naszego opowiadania – usiadł na chwilę na kamieniu, wyjął bukłak z wodą i przechylił do ust. Wtedy nagle za swoimi plecami usłyszał jak ktoś woła go po imieniu. Odwrócił się i rozejrzał. Za jego plecami nie było nikogo. Jego synowie nadal pracowali, słońce nadal ogrzewało spieczoną i suchą ziemię. Wokół było pusto. Nikogo, kto by za nim stał. Przycisnął więc  jeszcze raz bukłak z wodą do ust i przechylił go. I znowu – ten sam głos. Tym razem nie wołał go już tylko po imieniu. „Potrzebuję cię do czegoś ważnego. Zbuduj mi tutaj statek. Tutaj w środku pustyni, daleko od morza.”

Więcej…
 
<< pierwsza < poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 następna > ostatnia >>

Strona 6 z 18